Pomiędzy

Wpisy

  • czwartek, 16 lipca 2015
  • czwartek, 09 lipca 2015
    • Afrykanska ciemnota

      jestem, ale pomimo, ze tu, gdzie mieszkam, sytuacja daleka jest od normalnosci - i tak jest mniej nienormalnie, niz tam, gdzie na szczescie, mnie nie ma. Na szczescie, bo zdecydowanie wole byc w miejscu, gdzie zycie opiera sie jeszcze na tradycyjnych wartosciach; nawet jesli zdeformowanych religijną ich interpretacja. Wolę zyc w kraju, gdzie ludzie jeszcze pamiętają, ze rodzine tworzy kobieta i mezczyzna, i nie zastepuja rodziny jalowymi zwiazkami. Wole widziec z radoscia szacunek ktorym otaczana jest starosc, i bezinteresowna zyczliwosc, ktorymi obdarza sie kazda niepelnosprawnosc - to sa postawy swiadczace o ludziach, od ktorych wspolczesny swiat moglby sie wiele dobrego nauczyc. Od ludzi, ktorym nie przyjdzie do glowy eksterminacja osobnikow ekonomicznie niewydolnych, zwana eutanazja. Od ludzi, ktorzy nie zostawiaja swoich kalekich dzieci na pastwe losu. Mialam o Grecji - wiec w jej kontekscie: takze od ludzi, ktorzy nie godza sie na sprzedaz swojego kraju międzynarodowym gangsterom. Z ogromnym niesmakiem slucham naszych mediow, straszacych Grecja jak jeden mąż - tylko nie wiem: na zamowienie, czy dobrowolnie. Pamietam, jak przed laty kolezanki namowily mnie na zapisanie sie do kasy bodajze pozyczkowej - nie jestem pewna, jak to to sie zwalo - istniejacej w moim szpitalu. System byl prosty jak konstrukcja cepa: cos tam sie miesiecznie wplacalo do wspolnej kasy, drobne sumki, aby w razie koniecznosci moc skorzystac z pozyczki, ktora nastepnie sie splacalo bez procentow. W dodatku, obowiazywala jakas kolejka, w zwiazku z czym pozyczke mozna bylo otrzymac, po odczekaniu jakiegos czasu. No i nadeszla moja kolej, a jakze - poinformowano mnie, ze moge wystapic o te pozyczke - durne ciele wystapilo, a jakze, jak daja to trzeba brac, trzeba czy nie trzeba. Nadwyzka sie rozeszla czort wie na co, a potem szlag trafial przy kazdej wyplacie uszczuplonej podwojnie: na rate pozyczki, i na obowiazkowa wplate do kasy. Na swoja glupote szlag trafial - w koncu nikt mnie, idiotki, nie zmuszal. Idiotka sama sobie wymyslila kupno tego, co jej nie bylo do niczego potrzebne. I tak sobie mysle: kto wmowil ludziom, ze bez bankow nie da sie zyc? Bez kredytów? Bez szukania innych, bardziej ludzkich rozwiazan, ktore obecnie zalatwiaja, sprzedajac sie bankom? Pewien znajomy tuziemiec, gdy przed laty go poznalam - pracowal za grosze na jakiejs panstwowej posadce, dorabiajac jako taksowkarz; jezdzil zdezelowanym, rozpadajacym sie seatem, ciulajac grosz do grosza. Pochodzil z biednej rodziny, wiec mogl liczyc tylko na siebie, totez i liczyl te grosiki. Po jakims czasie kupil lepsze autko, potem zmienil je na mikrobus, kursy do sasiedniej Tunezji z grosikow uczynily niezle sumki, ktore przeznaczyl na budowe domu. W ciagu kilku lat doszedl do niezlej pozycji, bez amerykanskiego snu, a wlasnymi rekoma. No, ale to nie ma ofert kredytow, nikt nie podsuwa nikomu pod nos gotowcow, totez kupuje sie to, na co kogo stac, mieszka sie w swoim domu, a nie wlasnosci banku, i jezdzi autem, do ktorego nie ma praw nikt, poza właścicielem. Oczywiscie - jak wszedzie i wszystkim, zdarzaja sie rozne zawirowania finansowe, ludzie pozyczaja sobie pieniądze - od tego jest rodzina, albo przyjaciele. Na Zachodzie te role przejely banki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Afrykanska ciemnota”
      Tagi:
      Autor(ka):
      ayalen
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 lipca 2015 12:28
  • wtorek, 07 lipca 2015
    • Gdzieś, kiedyś; poprzez czas, ponad przestrzenią

      Morze czasu, i morze zycia. Nie pamietam, co myslalam, gdy zobaczylam je po raz pierwszy, i nie pamietam co pomyslalam, tonąc w jego oczach; pamietam co czułam, a co bylo tak wszechogarniajacym, bezkresnym oddaniem, ze nie pozostawilo miejsca na myśli, wszystkim zawladnela cisza, niczym w bajce o spiacej krolewnie - swiat znieruchomial, i nie bylo nic oprocz tej chwili. Moze tak wlasnie sie spoglada w wieczność, poprzez czas, ponad przestrzenia? Kim był zatem, tak podobny morzu - jak ono zmienny, i jak morze niezmiennie istniejacy? Czy tym, kogo widzieli w nim inni, czy tym, kogo chciala widziec w nim jego matka? Czy tez tym, za kogo sie uważał? I kim ja bylam dla niego - ziarenkiem piasku, jednym z niezliczonych, ktore mija sie w drodze, a moze tą jedyna różą w różanym ogrodzie malego ksiecia; posrod pysznych barw innych kwiatow, jakze niepozorną, drzemiaca gdzies na dnie pamieci w oczekiwaniu na czas, ktory minal ja w drodze. Ten sam czas, ktorego nie mial ten, będącym morzem, z jego przyplywami i odplywami, ten ktory nie widzial, ze odchodzac, unosi ja w swej pamieci. Coz zostaje tym, ktorzy stracili z oczu swiatlo? Ktorzy wciaz, i wciaz odchodza, aby niezmiennie powracać, z nadzieją, ze w koncu odnajdzie ich zgubiony na rozstajach drog, czas. Czy zwroci ich sobie, czy zdola zetrzec z ust gorycz tego, czego nie bylo? Czy ramiona wielkiego krzyza, ktory legl cieniem na ich zyciu, ułoża sie w jedną, wspólną droge? Moze gdzieś, kiedyś, inni oni zdołają odnaleźć to, co jest tak jasne, ze znika z oczu, nieraz na wiele, wiele lat. Może... ?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Gdzieś, kiedyś; poprzez czas, ponad przestrzenią”
      Tagi:
      Autor(ka):
      ayalen
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 lipca 2015 11:26
  • poniedziałek, 06 lipca 2015
    • Gdzieś, kiedyś.

      Długo nosiłam to w sobie, jak ziarno, ktore w ciszy dojrzewa do swego czasu; pomylonego czasu ktory nieoczekiwanie pojawial sie za wczesnie, lub zdyszany przybiegal zbyt pozno, gdy juz nie bylo komu podarowac tego, co przynosil. A przeciez wiodły nas ku sobie anioły, i wszystie znaki na ziemi i niebie byly drogowskazem, jakim wiec sposobem pogubilismy się na rozstajach? A moze to czas nas zgubil, i uciekl w zapomnienie, zeby tam, w najdalszym, najcichszym zakatku serca czekać... najtrudniej jest czekać, gdy juz nie ma na co czekać, i tylko gdzies tam w srodku, cos nie daje spokoju, niezrozumiałym zdziwieniem: i to juz wszystko? Nie tak przecież być mialo, nie tak ... i nigdy, i nigdzie nie jest sie u siebie, na swoim miejscu, poza czasem ktory uciekl, zabierajac to, bez czego nie mozna żyć; bo jak mozna zyc bez siebie? Najtrudniej wybaczać, gdy nie ma czego, i nie ma komu, gdy nic, i nikt nie rani. Gdy to jedno, niewidoczne przesloni wszystko, i nie ma sposobu, aby wyrzucic je z siebie, wykrzyczec, wyplakac, aby isc dalej z podniesiona głową. By oddychac.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Gdzieś, kiedyś.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      ayalen
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 lipca 2015 07:48
  • niedziela, 28 czerwca 2015
  • sobota, 27 czerwca 2015
    • Oni

      On bywa; pojawia się nieoczekiwanie, i rownie niespodzianie znika - on jest światłem, jak światło nieuchwytnym, a przecież niezmiennie obecnym. Ona jest; jest tłem dla jego rozedrganej obecności, i jak tło, wydaje się nieobecna, chociaż staje się ciemnością po to, aby on mógł być światłem. Oni są jak dzień i noc; nie istniejace bez siebie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ayalen
      Czas publikacji:
      sobota, 27 czerwca 2015 07:42
    • Najciemniej?

      W natloku przeroznych komentarzy dotyczacych wczorajszych wydarzen, niestety - umknelo mi nazwisko autora jedynych, sensownych slow pana, ktory jako jeden z nielicznych, bezblednie okreslil co jest co, skad i dlaczego. Calosci obrazu dopelnilo oswiadczenie prezydenta Tunezji, iz jego kraj sam nie poradzi sobie z terroryzmem. No, ba... nie musi; jest jedynie srodkiem do celu, a nie celem. Toć nie po to bylo to wszystko, zeby teraz odac rope w lapy zarosnietych zwyrodnialcow. Jak widac - wuj Sam, czy raczej pasozyt ktory nim powoduje, jest nienażarty, i nie ma skrupułów, bezwzglednie dazac do celu, kosztem zycia ludzi, ktorzy ochoczo daja sobie robic papke z mozgownicy. Ciekawe, czy zdaza sie ocknac z amerykanskiego snu, zanim ich polknie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ayalen
      Czas publikacji:
      sobota, 27 czerwca 2015 07:28
  • czwartek, 25 czerwca 2015
    • Krajobrazy

      Sa słowa kamienne jak sredniowieczne zamki; z mrocznych komnat wieje chlodem, po kruzgankach przechadzaja sie obce sobie cienie, martwe oczodoly milczą, zapomniane mosty nie zapraszają do odwiedzin.. Są slowa bezosobowe, niczym blokowiska - nieczule sciany zamkniete obojętnymi drzwiami - szczelnie przesloniete okna skrywają życie... I sa słowa niczym wiejska chata; wsrod rozesmianych malw snuje sie zapach swiezego chleba, na ganku kot anonsuje wizytę szeroko otwarte drzwi poskrzypuja radosnie, zawsze przychylne gosciom... Sa takie słowa...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ayalen
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 czerwca 2015 08:23
  • środa, 24 czerwca 2015
  • niedziela, 21 czerwca 2015